czwartek, 23 lipca 2026

"Krótka noc, długi krzyk" – Toruń 1993. Miasto, w którym nikt nie mówi całej prawdy

 

Są kryminały, które straszą upiorem na strychu. I są takie, które straszą czymś dużo gorszym – pamięcią, która nie chce się zamknąć. "Krótka noc, długi krzyk" Roberta Małeckiego należy do tej drugiej kategorii, a jej hasło reklamowe – "nawet najmniejsza zdrada otwiera piekło" – to nie chwyt marketingowy, tylko dokładne streszczenie tego, co czeka czytelnika na kolejnych stronach.

Toruń, 1993. Miasto bez reguł

Akcja przenosi nas do Torunia początku lat 90. – momentu, w którym Polska dopiero uczy się kapitalizmu, a razem z nim uczy się też nowego rodzaju przemocy. Lokalna mafia zapuszcza korzenie, szuka wpływów, szuka układów z policją, a granica między prawem a przestępczym półświatkiem robi się cienka jak papier. To w tej właśnie rzeczywistości działa duet policjantów – Wiesław Świrski i Mirosław Cichoń: brawurowi, skuteczni, przekonani, że znają zasady gry. Kiedy trafia do nich sprawa zaginięcia Mateusza, syna toruńskiego wicewojewody, wszystko wskazuje na rutynowe śledztwo. Bardzo szybko okazuje się, że nic nie jest tu takie, na jakie wygląda.

Śledztwo, które demontuje wszystko – łącznie z samymi śledczymi

To, co odróżnia tę książkę od klasycznego "kto zabił" – to fakt, że sekrety odkrywane przez Świrskiego i Cichonia nie dotyczą wyłącznie ofiary. Im głębiej partnerzy wchodzą w mroczną przeszłość zaginionego chłopaka, tym wyraźniej widać rysy na ich własnej relacji – skazy, o których żaden z nich nie miał odwagi mówić głośno. Małecki buduje więc dwie równoległe historie: jedną kryminalną, drugą – znacznie bardziej osobistą, o zaufaniu, lojalności i cenie, jaką się płaci za milczenie.

Do tego dochodzi warstwa czasowa, która robi z tej powieści coś więcej niż retro-kryminał. Po latach, już jako starszy, zmagający się z własną pamięcią mężczyzna, Świrski wraca myślami do tamtego śledztwa. Coś mu nie pasuje. W głowie wraca krzyk, którego nie potrafi umiejscowić ani wyjaśnić. Ten zabieg – konfrontacja dwóch perspektyw czasowych, dwóch wersji tej samej historii – działa jak powolnie zaciskająca się pętla i sprawia, że czytelnik do samego końca nie wie, komu i czemu może zaufać.

Klimat lat 90. odtworzony z chirurgiczną precyzją

Małecki, sam związany z Toruniem, nie buduje tła historycznego na pokaz – to prawdziwe zanurzenie w realiach dekady dzikiego kapitalizmu: układów zawieranych w cieniu, przemocy, która była codziennością, i instytucji państwowych, które dopiero uczyły się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Gęsty, duszny klimat tamtych lat czuć na każdej stronie, a autor – jak sam podkreślał, zapowiadając książkę – celowo nie portretuje konkretnej, znanej z gazet toruńskiej mafii, tylko buduje fikcyjny, ale boleśnie wiarygodny jej odpowiednik.

Nie jestem w tym odczuciu odosobniona – Wojciech Chmielarz, sam pisząc o latach dziewięćdziesiątych jako o świecie znacznie mroczniejszym i bardziej brutalnym niż dzisiejsza rzeczywistość, przyznał wprost, że czytał tę książkę z zazdrością o warsztat autora. Trudno o lepszą rekomendację od kolegi po fachu.

Dla kogo ta książka

To pozycja dla czytelników, którzy w kryminale cenią sobie coś więcej niż zagadkę do rozwiązania – szukają gęstej atmosfery, złożonych, niejednoznacznych bohaterów i fabuły, która nie boi się zadawać niewygodnych pytań o lojalność i zdradę. Jeśli lubicie retro-kryminały osadzone w konkretnym, namacalnym czasie i miejscu, a przy tym cenicie konstrukcję opartą na dwóch splatających się liniach czasowych – "Krótka noc, długi krzyk" to lektura idealna na jeden mroźny wieczór, po którym i tak nie zaśniecie od razu.

Podsumowanie

Robert Małecki napisał kryminał, który działa na dwóch frontach naraz: jako wciągająca zagadka kryminalna i jako gorzka opowieść o tym, co potrafi zrobić z ludźmi milczenie. "Krótka noc, długi krzyk" to książka, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony – tak, jak ten powracający, niewyjaśniony krzyk w głowie komisarza Świrskiego.

"Wycieczka do Tindari" Andrea Camilleriego – piąte spotkanie z komisarzem Montalbano

Piąty tom przygód komisarza Salvo Montalbano to kolejny dowód na to, że Andrea Camilleri – mistrz włoskiego kryminału i uszczypliwej satyry społecznej – potrafi z pozornie skromnego materiału wykrzesać wciągającą, wielowarstwową intrygę. "Wycieczka do Tindari" przenosi nas ponownie do fikcyjnej sycylijskiej Vigàty, gdzie spokój mieszkańców zakłócają dwie z pozoru niezwiązane sprawy.

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" – Camilleri w pigułce, jedna historia dziennie

Są książki, które czyta się jednym tchem, i są takie, które trzeba sobie dawkować. "Miesiąc z komisarzem Montalbano" należy do tej drugiej kategorii – i to w sposób dosłowny. Andrea Camilleri, twórca jednego z najbardziej rozpoznawalnych sycylijskich detektywów w historii literatury kryminalnej, zaprasza tu czytelnika na trzydzieści krótkich historii – po jednej na każdy dzień miesiąca. Pytanie tylko, czy uda się wytrzymać w tym tempie, bo pokusa, żeby połknąć wszystko za jednym posiedzeniem, jest naprawdę silna.

Miesiąc z komisarzem Montalbano Camilleri Andrea 

"Ostatnie cięcie" Andrea Camilleriego - Montalbano wciąż w formie

Kiedy sięga się po dwudziesty czwarty tom serii o komisarzu Salvo Montalbano, można by się spodziewać, że formuła zdążyła się już wyczerpać. Andrea Camilleri udowadnia jednak w "Ostatnim cięciu", że jego bohater – choć sam coraz mocniej odczuwa upływ lat – wciąż ma czytelnikom sporo do zaoferowania.

Ostatnie cięcie Camilleri Andrea 

niedziela, 19 lipca 2026

Pieczona owsianka z air fryera. Proste i pyszne śniadanie

Masz ochotę na ciepłe, sycące śniadanie, ale nie chcesz spędzać dużo czasu w kuchni? Pieczona owsianka z air fryera smakuje jak połączenie klasycznej owsianki i domowego ciasta. Jej przygotowanie zajmuje zaledwie kilka minut, a resztę pracy wykonuje urządzenie.

Filip Kowalczyk zostaje w Arce Gdynia do 2028 roku!

AMW Arka Gdynia zabezpiecza przyszłość jednego z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia. Filip Kowalczyk przedłużył kontrakt z gdyńskim klubem do 2028 roku.

Olek Balcerowski coraz bliżej Barcelony!

Aleksander „Olek” Balcerowski może wkrótce zostać zawodnikiem koszykarskiej FC Barcelony. Kataloński klub prowadzi zaawansowane rozmowy z Unicają Malaga, a według hiszpańskich mediów strony osiągnęły już porozumienie w sprawie transferu reprezentanta Polski.